Zawsze lubiłem liczby. Nie w sensie matematyki szkolnej, tej od równań i wzorów, których nigdy nie potrafiłem zapamiętać. Chodzi mi o liczby w codziennym życiu – numery autobusów, godziny na zegarku, daty. Mam taką dziwną skłonność do zapamiętywania ich bez powodu. Kiedyś przez pół roku zapisywałem w notesie, jaka była temperatura rano, a potem porównywałem z tym, ile osób przyszło do biura. Bez sensu, wiem. Ale to mnie jakoś uspokajało. Pracuję w dziale logistyki w firmie, która zajmuje się wysyłką części samochodowych. Codziennie te same kartony, te same adresy, te same godziny odbioru przez kurierów. Wszystko zaczęło się od zwykłej nudy. Był listopad, szaro, ponuro, ciemno już o trzeciej po południu. Wróciłem do mieszkania, zjadłem kolację, obejrzałem losowy odcinek jakiegoś serialu i stwierdziłem, że nie mam co robić. Nie chciało mi się czytać, nie chciało mi się dzwonić do kumpli. Przeglądałem telefon i natrafiłem na artykuł o tym, jak ludzie w Polsce coraz częściej grają w... ...